
Proszę strzelać, to przecież pani dzieci, ma pani jakieś prawa, jest pani kobietą, kobieta musi znać swoje prawa, oj, to nie ludzie, tamto nie ma rączek, o, a to nie umie chodzić, po co pani taki kłopot, chyba może pani decydować o swoim życiu. One takie niepodobne do dzieci. Jakie tam morderstwo. Usunie je pani, przecież ten pistolet jest sterylny. Oj, tam się pani przejmuje, nie zapewni im pani dobrego życie, jak, sama, bez nikogo… Już lepiej, żeby ich nie było, da pani już spokój… No, może za kilka lat to by byli ludzie, ale teraz przecież nie są, to co się przejmować. Co pani mi tu z kościołem? Że garstka ludzi tak myśli, to, na Boga, nie znaczy, że tak jest! To jest ich prawda, a nasza jest inna i kropka. A zresztą, oni tak gadają, a sami kradną i oszukują.
No, nie guzdrzemy się, strzelamy, już, już!
Wychodząc szybkim krokiem z
budynku, nie wiedziałam jeszcze, że się spieszę i dlaczego to robię. Po chwili
jednak zobaczyłam panią Małgorzatę. Spieszyła się tak samo jak ja. Na wypadek
gdyby robiła to bardziej, przyspieszyłam kroku. Skupiłam całą uwagę na jej
szarym płaszczu, farbowanych włosach, podskakujących na ramionach przy każdym
kroku i torbie, w której zmieściła całe dzisiejsze przedpołudnie. Zniknęła za
zakrętem, ale nie zaniepokoiło mnie to. Wiedziałam, że ja też zniknę za
zakrętem. Zbliżała się do przejścia dla pieszych. Zastanawiałam się, czy
przejście przybliży mnie do niej czy oddali. Oddaliłoby mnie, gdybym nie
przeszła na czerwonym świetle, więc przeszłam.
Następne już nas do siebie przybliżyło. Idąc za jej płaszczem, torbą i
włosami, przypomniałam sobie moją dziecięcą zabawę podczas wracania do domu.
Starałam się zawsze dogonić osobę idącą przede mną. Kiedy
już nie była osobą idącą przede mną, szybko o niej zapominałam i szukałam
osoby, która się w nią zmieniła. I zawsze kogoś znajdowałam. Za każdym razem jednak
dochodziłam już do domu, zanim zdążyłam wyprzedzić cały tłum. Z rozmyślań wyrwał
mnie niespodziewany ruch pani Małgorzaty, a właściwie brak ruchu.
Niesprawiedliwie pozwoliła mi wyprzedzić ją bez walki, zatrzymując się, żeby
wyjąć coś z torby. Przeszłam, nie zauważając jej. Szłam teraz przed nią, nie
czując jej wzroku na plecach, ale wiedząc, że idzie. Kiedy przechodziłam przez
skrzyżowanie, obejrzałam się w trzy strony, upewniając się, że na pewno mogę
przejść. Wiedziałam, że oglądając się w tę trzecią stronę, zobaczę panią
Małgorzatę, wiedziałam też, że nie zauważę jej za pierwszym razem. Będę potrzebowała
jednej sekundy, by zdziwiona obrócić się raz jeszcze i kiwnąć głową grzeczne „dzień
dobry”. Braku tych pseudo-aktorskich umiejętności nikt zapewne by nie zauważył.
Ja jednak wiedziałam, że bez tego szary płaszcz mógłby domyślić się, że całą
drogę wpatrywałam się tylko w jego szarość i kasztanowy odcień włosów jego
właścicielki.
Drugi raz nie mogłam się już obrócić, to byłoby nienaturalne. Nie
wiedziałam więc kiedy pani Małgorzata skręciła już w inną drogę, przeszła obok
innego przystanku i weszła do sklepu, do którego ja nie weszłam. Nie czułam jej
wzroku na swoich plecach i wiedziałam, że już za mną nie idzie. Wtedy
zatrzymałam się i znów nie wiedziałam dlaczego się spieszę.
A może nie będę się uśmiechać. Może będę tak samo zdziwiona
jak on, czy ona i wszyscy wokół. Raczej ona, jego bym się bała. Oni są zbyt
silni. Może będę przestraszona, może przerwę wszystko po paru sekundach. Co
wtedy? Nic się nie skończy, wszystko się zacznie.
Pytać, patrzeć, dziwić, kiwać
głową, współczuć może, przeklinać, pluć, obmawiać, może milczeć, raczej pytać,
nie mnie, to innych, nie innych, to siebie, ci lepsi Boga, opowiadać, zamknąć,
ubezwłasnowolnić, czy podłe, nie wiem, konieczne, być może, zła matka, dobra
matka, nie mogła inaczej, była taką spokojną uczennicą, leniwą, ale spokojną,
biedna rodzina, mają z nią, co będzie teraz, do więzienia, do szpitala, co za
różnica; niech siedzi, patrz- płacze, niech płacze, jaka tamta przerażona,
trzęsie się cała, biedna, ta suka, kto ją wychował, może chora, tak słyszałem,
teraz to nie wiadomo kto po ulicy chodzi, dorwę ją, opanuj się, trzeba kupić
mąkę na ciasto, to się w głowie nie mieści, młodzież coraz gorsza, spotkałem
Jurka- jednak nie jadą, patrz jak się śmieje, do siebie, głupia, chyba nie wie
co zrobiła, pieprzysz, chodźmy, chodźmy. Do diabła z nią.